23 września zrobiliśmy w Warszawie pierwszy meetup AI & The Future Company. Nie mieliśmy mikrofonu, bo nie spodziewaliśmy się tak pełnej sali. Obejrzałem wszystkie nagrania jeszcze raz i spisałem z każdego wystąpienia mechanizm, liczby i jedno zdanie, które warto zapamiętać.
Na start: gdzie kończy się zaufanie do agenta
Spotkaliśmy się w Connectis, w Varso. Na scenie postawiłem skrzynkę. Każdy wrzucał karteczkę z odpowiedzią, która firma będzie liderem AI we wrześniu 2027. Otworzymy ją za rok.
Potem 10 pytań do sali. Wszyscy podnoszą ręce i opuszczają je, gdy czegoś nie oddaliby agentowi. Przy umawianiu spotkań opadła jedna ręka. Przy budżecie marketingowym powyżej 10 tysięcy PLN miesięcznie zostało w górze dziewięć rąk. Mail sprzedażowy do 30 tysięcy ludzi bez sprawdzania wysłałyby trzy. Za rok zadam te same pytania.
Hierarchia była protezą, teraz spoiwem jest kontekst
Krzysztof Karolczak buduje firmy od 20 lat, współtworzy społeczność liderów The Argonauts i pomaga zarządom budować systemy AI. Ma dziś około 27 takich przykładów w firmach klientów. Jego teza: firmy budujemy jak rzymskie legiony, bo kiedyś informacja szła na piechotę. "To była proteza na złożoność propagacji informacji".
Zamiast piramidy proponuje komórki po kilka osób z agentami, które łączą się w organy, na przykład marketing albo produkt. Technologia tłumaczy wynik jednej komórki dla wszystkich innych. Największym wyzwaniem nazwał wspólną bazę kontekstu, bez względu na narzędzie.
Druga myśl to fabryka. Wchodzi specyfikacja i wychodzi gotowy wynik. Pętla zwrotna mówi, ile było ręcznych poprawek i co się popsuło. Firma usługowa przestaje sprzedawać godziny i sprzedaje wynik fabryki. Większość fabryki działa według stałych reguł, a model włącza się dopiero przy nowym przypadku. Jego rachunek: miliard sygnałów przez najlepszy model to około miliona dolarów, a przez stałe reguły w chmurze około 100 dolarów. Na 2027 obstawia nową rolę: osobę, która dba o jakość kontekstu w firmie.
Wykonawca nie może być sędzią
Marek Saniawa jest dyrektorem marketingu w Bugsy Empire i prowadzi kampanie reklamowe w Stanach. Pokazał na żywo kampanię, która wydaje 2500 euro dziennie. Bazą wiedzy jest Obsidian z celami biznesowymi i ograniczeniami każdego klienta.
Mechanizm jest prosty. Marek pisze zlecenie do agenta kapitana. Kapitan przekazuje je wykonawcy, który pracuje w repozytorium kodu i rozdziela robotę na agentów specjalistów, na przykład od SEO i reklam. Wykonawca nie ocenia własnej pracy, więc osobna kontrola sprawdza wycieki kluczy i danych oraz strefy bezpieczne kreacji. Na pytania agentów odpowiada kapitan na podstawie bazy wiedzy, nie Marek. "Jedyne decyzje, jakie podejmuję, to decyzje biznesowe".
Budowa zajęła mu 10 miesięcy. Co tydzień osobny agent przegląda, które propozycje zostały odrzucone i dlaczego, i poprawia system. Na pytanie, czemu nie używa najmocniejszego modelu, odpowiedział: "Nie budujemy rakiet".
Najpierw najdroższy proces w firmie
Krzysztof Gos prowadzi Kancelarię nFirma. Rozlicza prawie 400 brytyjskich spółek polskich przedsiębiorców zespołem 10 osób, bez programistów. Zaczął nie od marketingu, tylko od kosztów. Najdroższy był zewnętrzny proces weryfikacji bilansów i wysyłki do brytyjskiego urzędu.
Zbudował łańcuch: sortownia dokumentów, program przypisujący dokumenty do kont, silnik rozliczeń i wysyłka do urzędu. Przy każdym ogniwie jest człowiek, który zna proces. Posortowanie prawie 1500 dokumentów jednego klienta kosztuje dziś 15 PLN. Popularny program przy jego skali kosztowałby około 190 tysięcy PLN.
W połowie sierpnia zewnętrzny wykonawca zrezygnował, gdy zobaczył automatyzację. Krzysztof musiał ruszyć szybciej, niż planował, i złożył wszystko bez odrzucenia w rejestrze. Uczciwie pokazał też wpadkę. Na własnej spółce testowej do urzędu poszedł brudnopis z fragmentem kodu, choć liczby się zgadzały. Jego zasada brzmi tak: "zlecenie pracy maszynie, ale decyzje ostateczne ludziom".
Najpierw porządek, potem agenci
Jakub Dąbrowicz prowadzi WiseLog, firmę z branży transportu i spedycji, i nie jest programistą. Firma rosła, a wąskim gardłem był on sam. Firma siedziała w Excelach, na trzech skrzynkach pocztowych i w jego głowie.
Wystawiają 300 do 400 faktur miesięcznie. Agenci połączyli skrzynki pocztowe z systemem transportowym i wyszło, że część klientów uznanych za rozliczonych nie zapłaciła. W półtora miesiąca odzyskali około 60 tysięcy euro. Zestawienia, które zajmowały mu 6 godzin tygodniowo, skurczyły się do godziny na czytanie raportów.
Dwie lekcje. Pierwsza: agenci wpuszczeni w bałagan "mogą zrobić jeszcze większy". Druga: na warsztacie dla zespołu trzy osoby utknęły w pierwszych 5 minutach na rozpakowaniu pliku zip z asystentem. Dziś wszystkie trzy pracują z asystentami. "Nie wdrożyłem AI u siebie w firmie, tylko wyciągnąłem firmę ze swojej głowy".
Zadanie w firmie powstało samo
Maciej Sianos prowadzi Print Flow Solutions, firmę od drukarek, serwisu i tonerów. Rok temu Python kojarzył mu się z wężem.
Generator ofert oszczędza handlowcowi ponad 15 minut na każdej ofercie. Agenta do reklam z warsztatów AI Biznes Lab - Next Level przerobił w jeden dzień z Meta na Google Ads. Kampania serwisu drukarek dała pięć sprzedaży w miesiąc.
Od trzech tygodni buduje recepcję AI. Człowiek mówi, o co chodzi, a recepcja robi z tego zadanie z kontekstem i przekazuje dalej. W miesiąc powstało ponad 170 zadań. Dzień przed meetupem kolega wspomniał o drugim kliencie. Agent sam założył zadanie, powiadomił Macieja i przygotował paczkę instalacyjną. "Nie musiałem czegoś robić, a coś wydarzyło się samo".
Agent oddziela emocje od negocjacji
Witold Silarski od 2006 roku handluje z Chinami urządzeniami pomiarowymi za 10 do 50 tysięcy PLN, w spatria.com. Z Chińczykami rozmawia na WeChacie, więc tam podpiął agentów, razem z wiedzą o chińskiej kulturze negocjacji.
Przy zamówieniu na ponad 100 urządzeń, jak pamięta blisko 100 tysięcy dolarów, dostawca pokazał inny produkt niż zatwierdzony prototyp. Rozmowa zrobiła się ostra i dostawca chciał zwrócić pieniądze i zerwać współpracę. Agent odpowiedział: "Spokojnie, to standardowe zagranie". Poradził przeprosić i nazwać sprawę nieporozumieniem. Dostawca dokończył zamówienie, a towar się sprzedał.
Procedury mają spisane jako checklisty, po których poruszają się agenci. Spółka miała kiedyś 20 osób, dziś ma od trzech do pięciu, a marża wzrosła z około 10 do 30 procent.
Głosy z sali: sprawdź popyt, nie rób sprintu, trzymaj dane u siebie
Jakub Cholewik zrobił sklep z nadrukami na odzieży dla firm, SpeedNadruki.pl, bez budżetu na start. Najpierw pisał zimne wiadomości na Facebooku, czy ktoś kupi. Sklep ma 20 produktów. W maju przychód wyniósł około 10 tysięcy PLN. Po czterech miesiącach sprzedaż wzrosła prawie czterokrotnie, do 40 tysięcy PLN przychodu. AI prowadzi reklamy, a narzędzie do pomiaru źródeł klientów też zrobili z AI. "Nie wiedzieliśmy, jak to stworzyć, ale powiedzieliśmy to AI".
Daniel Woźniak z ALTRU podsumował 15 miesięcy pracy z AI. Stracił kontrakt za około 250 tysięcy PLN, bo powiedział klientowi, że pracę zrobi asystent. Inny, za 120 tysięcy PLN, podpisał tylko dzięki AI. Przed południem pracuje w trybie prezesa, po południu w trybie programisty. AI traktował jak sprint, a dziś widzi w tym pięcioletnie studia.
Ernest Nowak z local-ai.company nie planował wystąpienia. Stawia lokalne AI dla lekarzy, notariuszy i prawników, bo ich dane nie mogą wyjść z firmy. Pokazał też tańszy wariant: orkiestrator w chmurze, a wykonawca na lokalnym modelu.
Panel: czego nie oddamy agentom
Po pokazach posadziłem na scenie Macieja Sianosa, Jakuba Dąbrowicza, Krzysztofa Gosa i Witolda Silarskiego. Najpierw pytałem, bez czego już nie pracują. Oferty handlowców, parowanie płatności i odpisywanie na maile.
Potem pytanie odwrotne. Krzysztof nie odda maszynie 100 ani nawet 99 procent decyzji i pięć osób z sali się z nim zgodziło. Jakub nie odda dostępu do konta bankowego. Na sali nikt jeszcze nie dał agentom dostępu do konta z prawem do działania. Maciej nie odda decyzji o awansach. Głos z sali był ostrzejszy: przeciętny poziom zarządzania jest tak niski, że model już dziś często by go przebił.
Na koniec zatrudnienie za rok. Krzysztof nie będzie potrzebował ludzi nawet przy dwa razy większej liczbie klientów. Jakub dalej zatrudnia, bo spedycja stoi na relacjach i dwóch negocjacjach przy każdym zleceniu. Witold widzi mniej ludzi i więcej ekspertów, którzy zasilają agentów wiedzą z branży. Maciej zatrudni więcej serwisantów. "AI nie naprawi drukarki".
Co zmieniamy na Warsaw 02
To ma być meetup społeczności, nie mój. Konkretnie:
- Spotkanie trwa dłużej niż 3 godziny. Więcej czasu na rozmowy.
- Każdy praktyk mówi w tej samej ramie. Co działa i co nie wyszło. Ile kosztowało i ile czasu oszczędza.
- Więcej praktyków, także spoza AI Biznes Lab. Duże firmy tylko z wdrożeniami, błędami i ograniczeniami.
- Kontrowersyjny panel. Po co zatrudniać ludzi i ile osób straci pracę przez AI.
- Profile uczestników na stronie przed spotkaniem.
- Bez hackatonu i warsztatu. Praktyka zostaje w wystąpieniach.
Jeśli chcesz być na sali przy Warsaw 02, zgłoś się na liście oczekujących na Warsaw 02.